niedziela, 19 lipca 2015

POPOŁUDNIE Z NIESFORNYMI. RELACJA Z WYSTAW W FABULOSERIE.

Ktoś kiedyś napisał, że po śmierci Alaina Bourbonnais miał obawy o przyszłość kolekcji sztuki hors-les-normes, że jak wiele podobnych po prostu przestanie istnieć. Okazało się, że kolekcja nie tylko przetrwała, ale również – dzięki żonie Carolinie - rozbudowywała się dalej. Dziś w Dicy żądzą córki – Agnes i Sophie. Po ostatnim podwójnym wernisażu (Francisa Marshalla i hommage a Caroline Bourbonnais), który stanowił jednocześnie nowe otwarcie Fabuloserie, wierzę, że to muzeum będzie się dalej wspaniale rozwijać.


Ja i Andrzej na tle wagonów Pociągu 31425 Francisa Marshalla.

Mijają niemal dwa miesiące od naszego pobytu w Dicy. Spędziliśmy (czyli ja, Eliza, Iwonka i Andrzej) tam dwa dni (oraz jeden w Paryżu), choć wrażeń starczyłoby na tydzień. Jak zwykle zostaliśmy przyjęci bardzo gościnnie; w Paryżu Marek (Młodecki) zrobił nam szybką wycieczkę Bateaux-Mouche po Sekwanie i równie szybki parkur po paryskich galeriach. W Dicy, a dokładnie w Charny – przygotowano nam przytulny pokoik w tamtejszym hotelu i oberży pod Białym Koniem, gdyż – jak się okazało – gości przybyło tylu, że nie pomieścilibyśmy się wszyscy w Dicy. 


Ja i Vidal

Karuzela Piotrusia znów zagrała tylko dla nas.

Trzy Titanic'i Marshalla. Ekspozycja wg koncepcji Marka Młodeckiego.

Wnętrze Pagody F. Marshalla. Sztuka, którą należy odkrywać.

Andrzej odkrywa tajemnice Pagody Marshalla

Pierwszego dnia, w piątek, jeszcze przed wernisażem pobiegliśmy do ogrodu, aby przywitać się ze zwierzętami …. i postaciami Vidala oraz pobiec pod Karuzelę Piotrusia. To tu, wreszcie na żywo, zobaczyliśmy nową marshallową instalację – czyli … pociąg, fantastyczne pagody i tonące trzy titanici, które początkowo miały stać nad brzegiem wody. Jednak Marek (Młodecki) wpadł na pomysł, że skoro instalacja nazywa się „un Naufrage…” (katastrofa statku) to najlepszym miejscem ekspozycji musi być woda i… zatopił Titanici u brzegów. Podobno początkowo Marshall miał wątpliwości, ale ostatecznie pomysł mu się spodobał i kiedy już to zobaczył powiedział: „Tak jest dobrze”. Również moim zdaniem pomysł był świetny. Nie ma innego muzeum na świecie, które miałoby tak wspaniałe warunki (i pomysły) do wystawiania prac. Nad statkami zaś unosiły się Apokaliptyczne anioły Marshalla, wykonane z elementów drewnianych i pordzewiałych pił do drewna.



Andrzej w nowej sali z pracami Marshalla i jego własnoręcznymi napisami na ścianach.


W środku w Fabuloserie też sporo się zmieniło. Przybyła jeszcze jedna sala z pracami Marshalla. Zaraz przy sali kinowej i kasie, zaaranżowano, tym razem „białe” pomieszczenie, w którym pojawiły się prace, z tzw. „reserve’y” Fabuloserie oraz najnowsze obrazy z serie „Chateaux de solitude” i „Collège de Rosaire”, które wypełniają również tworzone przez Marshala chińskie pagody ustawione w szpalerze przy ogrodowym atelier Alaina Bourbonnais. Świetnym pomysłem było namówienie Marshalla do wykonania opisów prac i tekstów, które dopełniają całość. Stają się trójwymiarowymi kartami katalogu do wystawy.


Andrzej i Iwonka w La Passerelle - część muzeum Fabuloserie.

Dom pp. Bourbonnais. Widok na rue des Cannes (ulica Kaczek) ze skwerku, na którym stoją rzeźby Nek'a Chand'a.

Iwonka nad stawem w Dicy.

Ja i Eliza i Nek Chand.

Zgodnie z zapowiedzią zmienione zostały też opisy prac i twórców z pisanych jeszcze na maszynie, oprawionych w drewniane ramki w profesjonalne biogramy. Wiem, kłóciłem się, że tamte opisy mają swój samizdatowy urok, klimat, ale trzeba przyznać, że te są bardziej czytelne. Dodatkowo przy biogramach twórców, którzy w Fabuloserie pojawili się dzięki Caroline pojawiło się jej zdjęcie. To bardzo fajny zabieg, pomagający zrozumieć rozwój muzeum. W samym ogrodzie też pojawiły się prostokątne tabliczki, umieszczone na drewnianych klockach, które pomagają zorientować się kogo prace ma przed sobą zwiedzający oraz jaka była życiowa droga twórcy.


Kaczka i nietoperz, czyli dzień wernisażu

30 maja 2015, w dzień wernisażu, czuć było napięcie. W Fabuloserie następowała kolejna sukcesja, po śmierci „króla” Alaina w 1988 roku, przez kolejne 25 lat rządziła tu niepodzielnie „królowa” Caroline’a. Teraz władzę nad magicznym światem przy ulicy Kaczek przejmowały córki. Już dzień wcześniej Agnes, Sophie oraz Deborah Couette – komisarz wystawy oraz „ciało” doradcze „nowej”  Fabuloserie trenowały przemówienia, licząc czas i słowa.


Agnes, Francis Marshall, Sophie i Deborah

Początkowo pochmurny dzień, rozbłysnął słońcem tuż przed otwarciem wystawy.  Obecność w tym miejscu i w tym czasie miała i ma dla mnie ogromne znaczenie. Wszystko odbywało się w ogrodzie nad stawem, nad którym znalazły schronienie prace najpierw Charles’a Pecqueura’a, potem Marcela Landreau, François Portrat i Camille’a Vidal’a. 

Agnes i Sophie Bourbonnais oraz Deborah Couette stały nie tylko wśród pokaźnej grupy osób zebranych na otwarciu, ale również pomiędzy Śnieżką a Alainem – dwoma rzeźbami Perqueura, które stoją tu od początku i są ucieleśnieniem niezwykłej pary poszukiwaczy „ogrodów baśni” i sztuki „hors-les-normes”. 
Agnes Bourbonnais

Sophie Bourbonnais

Deborah Couette
Bardzo poruszające wyznanie obu córek – stanowiło hołd dla Caroliny, która przez 25 lat ciągnęła wózek sama, ale było też ważnym sygnałem, że klan Bourbonnais nie odpuszcza…

Ktoś napisał, chyba Roger Cardinal, że po śmierci Alaina miał obawy o przyszłość kolekcji, że jak wiele podobnych po prostu przestanie istnieć. Wystarczy przypomnieć polskie losy kolekcji Ludwika Zimmerera. Jednak okazało się, że kolekcja sztuki hors-les-normes nie tylko przetrwała, ale również rozbudowywała się dalej. Carolina nie tylko dbała o pamięć męża, ale kontynuowała ich wspólne dzieło, decydując się jednocześnie na dalsze „zaludnianie” ogrodu nad stawem. 

Jeśli dziś ktoś żywi podobne obawy, albo – mając nieczyste intencje – nadzieje, powinien tam pojechać i stanąć oko z klanem Bourbonnais, w którym swoje miejsce znalazł również architekt Marek Młodecki (odpowiedzialny za aranżacje wystaw, m.in. wspaniałą scenografie wystawy Caroliny i wspaniały, choć szalony, pomysł z Naufrage’ami Marshall’a, współtwórca nazwy nowego cyklu), a także Deborah Couette – historyk sztuki, wulkan pomysłów….
To wspaniałe patrzeć na ogrom pracy jak wspólnie wykonali, słuchać jakie mają plany i jak je realizują…
Rozmowa z  Pierre'm Della Giustiną - rzeźbiarzem i człowiekiem odpowiedzialnym za demontaż w la Coinche i rekonstrukcje Karuzeli Piotrusia w Dicy.

Siłą Fabuloserie było to, że zawsze przyciągała ludzi – twórców, wolontariuszy, którzy chcieli tu być i pracować dla tego miejsca. Takich jak Pierre Della Giustina - odpowiedzialny za rekonstrukcję piotrusiowej Karuzeli. Przez ostatnie kilka lat ta siła nieco osłabła, spowodowana m.in. wiekiem Karoliny, która tej siły miała jej coraz mniej. Dziś wydaje się, że ta dobra energia powraca. W trakcie wernisażu nad staw przy ulicy Kaczek (Fabuloserie mieści się przy rue des Cannes) nadleciała kaczka, która nijak nie chciała się stamtąd wygonić, a podczas biesiady w atelier Alaina wleciała nietoperz, który okrążył sale dwa razy i wyleciał. Jeśli to nie znak od Alaina i Caroline to co?


Wyjątkowy gość na wernisażu przy ul. Kaczek.

Fabuloserie zmienia się i będzie się zmieniać. To dobrze, choć oczywiście żal mi tych starych, pisanych na maszynie biogramów, ale rozumiem zmianę. Cieszę się, że nie odeszli od logo za sprawą kolejnej osoby – Kasi Kubickiej – graficzki, która wspaniale opracowała dwa nowe katalogi. Podoba mi się pomysł odświeżenia opisów prac w „stodole”  i dodania zdjęcia Caroline’y, do tych które dzięki niej znalazły się w kolekcji. To bardzo dobry pomysł, bo pozwala również śledzić rozwój kolekcji. 


Popołudnie z Niesfornymi. Marshall i Verbena.

Wernisaż był również okazją do spotkania twórców, których prace znajdują się w muzeum Dicy. Chodzi oczywiście o Francisa Marshalla i Pascala Verbena.


Pierwsze spotkanie z twórcą Mauricette. Od lewej: Marek Młodecki, Francis Marshall i ja. 
Zaczyna się performance


Uskrzydlony przez Marshalla


Moja pefrormerska praca :-)
Moja pefrormerska praca :-)

Z pierwszym, którego wystawa otwierała najnowszy cykl Fabuloserie – „Parcours Turbulents/Drogi Niesfornych” miałem zaszczyt wystąpić w specjalnie, na tę okazję przygotowanym performance’ie.
Z drugi przegadałem spory kawałek wieczoru, a raczej ja słuchałem a on z pasją opowiadał o swojej pracy. Byłem też świadkiem specjalnego pokazu, podczas którego odkrywał magię swoich prac.


Andrzej, Pascal Verbena i ja.


Pascal Verbena odkrywa tajemnice swoich prac


Zarówno Francis Marshall jaki i Pascal Verbena na każdym kroku podkreślali ogromny szacunek dla Alaina – człowieka, Alaina - kolekcjonera, traktując Fabuloserie – nie jako – nietypowe, ale zawsze muzeum, ale jako azyl – bezpieczne miejsce, w którym ich prace nie tylko są eksponatami, ale mieszkańcami tej przestrzeni, świetnie zaaranżowanej ekspozycji. Wielokrotnie podkreślali wagę jaką ma dla nich ta kolekcja i obecność ich prac w tym miejscu. Dodawali również, że dziś istniej sporo kolekcji, które biją się o palmę pierwszeństwa we Francji, ale dla nich obok Dubuffeta kolekcja Alaina jest najważniejszą, a jednocześnie równoprawną kolekcją. Niczego nie udaje, nie kopiuje i nie naśladuje.  To prawda Alain przyjaźnił się z Dubuffetem, ale obaj świadomie tworzyli własne ścieżki eksploracji, wspierając się nawzajem, ale starając się nie mieszać dwóch płynących potoków.

Po śmierci Alaina podejmowano próby dyskredytowania albo pomijania jego kolekcji w historii art. brut, ale Caroline dzielnie stawiała temu opór. W 2002 roku zrobił to sam Marshall, który upominał konserwatorkę muzeum w Lille za niezaproszenie Caroline na konferencję dotyczącą wystaw i kolekcji art brut we Francji. W 2004 zachował się podobnie wobec Alaina Bouillet, który w numerze czasopisma Ligeia poświęconemu art brut, nie wspomniał nawet słowem o  Fabuloserie.
Słuchając jednak tylu dobrych słów płynących z ust Marschalla czy Verbeny nie trudno rozgrzeszyć Alaina za akty terroru – jakimi zdaniem Bernarda Lasssusa było przeniesienie prac twórców z kręgu „habitants paysagistes” do Dicy. Alain był architektem nie tylko gromadził i wystawiał prace, ale aranżował im również przestrzeń. Wiedział, że nie uda mu się przenieść ogrodu Perquer’a i jego budynku, czy stworzyć skompilowanej sieci ogrodowych ścieżek Vidala. Tworzy zatem przestrzeń, w której dobrze mogły by się czuć. Tak powstał czerwony mur, w cieniu którego, ale jak najlepiej wyeksponowane, spokój znalazły prace Vidala i Portrata.
Wcześniej zbudował staw z mokradeł. Uwielbiał wędkować, więc naturalnym wydawało się, że na jednohektarowym kawałku ziemi musi znaleźć się jakiś akwen.

 Dziś staw tworzy magiczny pejzaż miejsca oraz wyznacza naturalny ruch zwiedzania „zamieszkałego ogrodu.” Trasę tę przemierzyłem wielokrotnie i mam nadzieję zrobić to jeszcze nie jeden raz. 




sobota, 25 kwietnia 2015

FRANCIS MARSHALL. DROGI NIESFORNYCH #1

Na tą wystawę czekam od wielu miesięcy. O tym, że Fabuloserie będzie ją robić dowiedziałem się jeszcze w ubiegłym roku. 30 maja w Dicy wernisaż wystawy Francisa Marshalla. Jadę.

Świat Marshalla jest mroczny, ale niezwykle pociągający, wszystkie jego lalki stworzone z nylonowych rajstop wypychanych kawałkami szmat, wnętrznościami sienników i materacy, powiązanych konopnym sznurkiem i ułożonych w fascynujące instalacje (pokój jadalny, małżeńskie łoże, poczekalnia).  


Francis Marshall - Niesforne kariery #1


Wystawa Marshalla to początek nowego cyklu muzeum art hors-les-normes poświęconego żyjącym twórcom związanych z Atelier Jacob (Paryż) i Fabuloserie (Dicy) zatytułowanego „Parcours turbulents / drogi niesfornych.”  Sama nazwa pochodzi od Les Turbulents, czyli wielkich groteskowych postaci, które Alain Bourbonnais twórca kolekcji art hors-les-normes tworzył w chwilach wolnych, w swojej posiadłości w Dicy. Nazwa ta pojawiła się w naszej korespondencji, mojej z Markiem Młodeckim, który współtworzył obecną wystawę Marshalla. Marek zwrócił mi uwagę kiedy „Turbulents” nazwałem „Burzliwymi” sugerując, że w języku polskim jest lepsze i bliższe idei A. Bourbonnais określenie „niesforni”. Z tego wyszedł „Niesforny kolekcjoner”, czyli mój artykułu o Alainie Bourbonnais, a Markowi nazwa „Niesforne Kolekcje / Les collections turbulents”. Marek dodał, że to prawie tak, jak 40 lat temu z nazwą Les singuliers, którą tak do końca nie wiadomo czy przypisać Michelowi Ragonowi czy Alainowi Bourbonnais’mu  :-).


spojrzenie na wystawę Francis Marshall - Niesforne kariery # 1 
– Pociąg nr 3142 i drapacze chmur, instalacja zrealizowana 
przez Francisa Marshalla w parku La Fabuloserie
(fot. mat. Fabuloserie)


Fabuloserie chce po raz pierwszy pokazać prace, które dotąd znajdowały się w „rezerwie” muzeum i wyeksponować je w nowej sali połączonej z przestrzenią muzeum - dawna sala Simone Le Carré Galimard, do której wchodziło się przedtem z ulicy. Co ciekawe Marshall pojawi się również w parku. Tam staną jego najnowsze prace, m.in. kolei i wieżowce!!!


 Z baśniowych ogródków do Ogrodu-baśni, 
o twórczości wedle pór roku
___________
W hołdzie dla Caroline Bourbonnais


Ale na tym nie koniec, ponieważ 30 maja otwarta zostanie jeszcze jedna, niezwykle ważna wystawa, poświęcona Carolinie Bourbonnais, która po śmierci Alaina w 1988, aż do swojej śmierci – w sierpniu 2014 prowadziła Fabuloserie.  „Des jardins imaginaires au jardin habité. Homage pour Caroline” ma być hołdem dla Caroline, m.in. poprzez przedstawienie sporej grupy habitants-paysagistes. To dzięki Caroline, która po śmierci Alaina zajęła się muzeum, park Fabuloserie wypełnił się kolejnymi „mieszkańcami” i to właśnie dzięki Caroliżne posiada obecną formę. Kuratorem wystawy jest Deborah Couette, wspierana przez córki Bourbonnais – Sophie i Agnes. Nic tylko jechać :-)


Spojrzenie na wystawę Z krainy marzeń do urządzonego ogrodu, 
twórczość podporządkowana następstwu pór roku, 
W hołdzie dla Caroline Bourbonnais w Atelier Alaina Bourbonnais’go, 
scenografia Marka Młodeckiego (fot. mat. Fabuloserie)



niedziela, 2 listopada 2014

ALAIN BOURBONNAIS - NIESFORNY KOLEKCJONER

Pierwsze zarobione na projektach architektonicznych pieniądze przeznaczył na zakup małego wiejskiego domku. Kochał  wieś, na której lubił odpoczywać. Szybko jednak mała wiejska posiadłość przerodziła się w warsztat pracy twórczej i magazyn dziwnych przedmiotów zbieranych po całej Francji.



Alain Bourbonnais (1925 – 1988) - architekt i artysta francuski. Zaprojektował m.in. Grand Théâtre de Luxembourg, wybudowany w latach 1960 - 1964 , paryską stację RER „Nation”, a także: teatr i centrum kultury w Caen, kościół Stella Matutina w St.-Cloud-Montretout (przedmieścia Paryża), park rozrywki w  Tremblay, dzielnicę mieszkaniową i bibliotekę w Auxerre.



Teatr Luxembourg 1963

Kościół Stella Matutina w Saint-Cloud 1965


Dla mnie ważny jest jako twórca istotnej, drugiej po Jeanie Dubuffecie,  kolekcji sztuki nieprofesjonalnej zwanej art Hors-les-Normes (Art brut), w skład której wchodzą: „automaboules” François Monchâtre’a, „bourrages” Francisa Marchalla, lalki Miguela Amate, Michela Nedjara, Rinaldo Eckenberger’a a także mistyczna Kuchnia Giovanniego Podesty czy karuzela Piotrusia. W 1978 r. Alain Bourbonnais był jednym z kuratorów wystawy „Les Singuliers de l’art” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej Miasta Paryża, na którą wypożyczył 345 prac ze swojej kolekcji. To on zaproponował nazwę tej wystawy, z której z czasem narodził się nowy termin – art singulier.


Alain u Emile'a Ratier


W roku 1972 postanowił otworzyć Atelier Jacob, gdzie pokazywał twórców z kręgu art brut. W 1983 roku, na terenie nieruchomości, którą w latach 60. XX wieku nabył w Dicy (region Yonne) uruchomił muzeum-galerię la Fabuloserie, którą po jego śmierci prowadziła Caroline Bourbonnais - wdowa (1924 – 2014). Do dziś, obok 1200 prac 120 twórców można tam również podziwiać prace Alaina Bourbonnais: les Turbulents (Niesfornych) - wielkie groteskowe postacie, które przypominają karnawałowe maszkarony i ludyczne kukły. La Fabuloserie odwiedza rocznie 15 000 osób.
Alain i jeden z Niesfornych


Wycinki z życiorysu


Sam od urodzenia przejawiał talent do rysunku. Rysował od 12 roku życia, a już w wieku 14 lat sprzedawał małe obrazy przedstawiające zwierzęta i pejzaże. Jego talent docenił, w Tours, architekt Gasq, który zaproponował mu staż w swoim biurze i poradził, aby podjął studia architektoniczne w akademii sztuk pięknych w Paryżu.  Miał bardzo ekspresyjny styl, zbliżony do twórczości prymitywistów czy dziecięcych rysunków. W 1945 roku narysował serię 10 nagich postaci, stanowiących ilustracje poematów Ronsarda, którego uwielbiał twierdzą, że hołduje on tym samym bogom co młody Bourbonnais, czyli Bacchusowi, Wenus i Apollo. Wtedy też powstały jego pierwsze kolaże z tkanin i materiału roślinnego przyklejone na płótnie. To zapowiedź dalszych eksperymentów z wykorzystaniem najprostszych materiałów, czasem ze zniszczonych lub z odpadów – charakterystycznych elementów późniejszych prac Bourbonnais.

W pierwszej połowie lat 50. Pracował jako scenograf. Był autorem m.in. projektu scenografii dla barokowego dramatu Calderona „Życie jest snem”. Burobonnais zmienił wówczas wejście do sali teatralnej w rozkrok gigantycznego rewolwerowca, pod którym każdy, kto chciał zobaczyć sztukę musiał przejść. Zaraz po zdobyciu dyplomu na uczelni, zdobył pierwszą nagrodę (1955 rok) w konkursie Arfvitson Instytutu Francuskiego projektując park rozrywki. 


Alain i jego "plemię"



Kupuje domek w Dicy , około 100 km na południowy wschód od Paryża, aby w weekendy odpoczywać tam do zgiełku świata, „ładować baterie”. I faktycznie z czasem stanie się on dla niego azylem, a także laboratorium. To tu w latach 60. Alain Bourbonnais zaczyna tworzyć swoją anty-sztukę, łamiącą wszelkie bariery, ograniczenia społecznych, tworzy najbardziej irracjonalne i utopijne modele, wszystko co jest w kontrze racjonalności codziennego życia. Jego „Niesforni” stanowią próbę połączenia rzeźby, obrazu, dźwięku, ruchu, w jednym, totalnym, dziele, które zawierałoby w sobie reżim baletu i szaleństwo jarmarcznej karuzeli. U progu lat 70. „Niesforni” stają się głównym celem jego aktów twórczych. Tworzy je z odpadów, takich jak puszki, kości, resztki tkanin, koronki i pióra, które przywiązuje do drucianego stelaża pokrytego pomalowanym papierem mache. Tworzy fantastyczne postacie, czasem nadludzkiej wielkości. Są one sterowane poprzez mechanizmy, które nadają im dziwny, „urywany” ruch powodując „piekielny” hałas, przypominają jakieś gigantyczne zabawki. Bourbonnais mówi o nich „Plemię”. Są to istoty różnej płci, całkowicie rozerotyzowane, które emanują ogromną siłę i których witalność i dynamika przypomina kukły z wiejskich karnawałów i parad studentów sztuki. Z czasem Niesforni  przekształcają się w „Kostiumy” – w które można wejść.  
W 1973 roku Niesforni zostali pokazani w Atelier Jacob w Paryżu, roku później - w Muzeum Sztuk Pięknych w Lionie. Nakręcił też z nimi filmy krótkometrażowe: Turbulents’Band(1977) i - w tym samym roku – Tricyclo(kolejny krótki metraż z udziałem 8, prawdziwych, kobiet i jednego Niesfornego) oraz Osso Bouco - handlarz koronek.

Jednocześnie tworzył swoje sztychy Les Bouzous - czarnym tuszem (1973-77) i les Gratte-culs (1976-77) – serię 30 postaci w formacie 50 x 60cm. Już w latach 60-tych , zaczął eksperymentować z nowymi procesami graficznymi. Tworzył matryce z różnych materiałów, niektóre z części zamiennych. Jego prace ukazują dziwne,  groteskowe postacie:  ubiczne figury z odsłoniętymi genitaliami, dla jednych monstrualnymi i przerażającymi, dla innych zabawnymi.  Każdy arkusz był ręcznie barwiony, wyjątkowy. 


Od zbieracza do kolekcjonera


Kiedy studiuje w Paryżu architekturę, często odwiedza galerie w Dzielnicy Łacińskiej. Zdobywa kilka rysunków i obrazów wykonanych przez członków grupy CoBrA (Karel Appel, Corneille), a także dzieła Louis Pons i Yolande Fever. Z drugiej jednak strony ma sentyment do przedmiotów ludycznych, wytworów sztuki ludowej, zabawek drewnianych, starych narzędzi czy szyldów fryzjerskich.
W 1971 roku, odkrywa Kolekcję Art Brut Jeana Dubuffeta, z okazji ogłoszenia jego wyjazdu z Paryża do Lozanny. 15 września 1971 roku w czasopiśmie Le Monde ukazuje się tekst Jacques'a Michel’a o Jeanie Dubuffecie  – znanym artyście i kolekcjonerze, który zdecydował umieścić swoją kolekcję (liczącą ponad 5000 prac 135 autorów) w Lozannie i stworzyć tam Muzeum Art Brut. Francja – twierdził Dubuffet - odrzuciła jego dar, więc Szwajcaria wydawała się naturalnym kierunkiem. To przecież od podróży Dubuffeta po szwajcarskich szpitalach psychiatrycznych zaczęła się historia art brut.
Zbulwersowany brakiem zainteresowania ze strony francuskich władz i instytucji kolekcją wielkiego francuskiego artysty pisze list do Dubuffet (6 października 1971) prosząc o możliwość obejrzenia jego kolekcji, zanim ta zostanie wywieziona z Francji. Panowie spotykają się i zostają przyjaciółmi. 
W latach 1972 – 1982 założone przez Alaina Bourbonnais, w dzielnicy Saint-Germain-des-Pres, Atelier Jacob było jedynym miejscem w Paryżu, gdzie można było oglądać sztukę Brut, a on - jedynym człowiekiem we Francji, który miał dostęp do kolekcji Jeana Dubuffeta – czekającej na Wielkie Otwarcie  swojego muzeum w Lozannie.

Na otwarcie Galerie Jacob Dubuffet wypożycza więc dzieła Aloïse'y, jednej z najważniejszych artystek w jego kolekcji. Dubuffet podzieli się również z przyjacielem listą 70 adresów twórców nieprofesjonalnych, którzy jego zdaniem są interesujący i zachęcił go do ich odwiedzenia. Bourbonnais przystaje na to i po kilku latach sam jest w posiadaniu pokaźnej kolekcji. Z czasem decyduje, że nie będzie zbierał prac osób chorych psychicznie, które dominowały w kolekcji art brut zdeponowanej w Lozannie. 
Kochał za to rzemieślników (murarzy, górników, pracowników, listonoszy, rolników), których „ręce nie chciały zaznać spokoju” i w wolnych chwilach ... majsterkowali. Z odpadów, przedmiotów porzuconych czy znalezionych konstruowali swoje marzenia. Tak w kolekcji znalazł się – ulubiony przez niego Jano Pesset, Emile Ratier cz Pascal Verbena, a także Nedjar, Burles i Petit Pierre. 


Alain przy Karuzeli Piotrusia (Le manège de Petit Pierre)

Alain podczas demontażu Karuzeli w Coinche (Loiret) w 1987 roku

Metoda poszukiwań Alaina Bourbonnais była inna niż Dubuffet’a. Ten pierwszy dążył do spotkania, ten drugi jedynie gromadził i nadawał etykiety. Dubuffet był samotnikiem, Bourbonnais zaangażował całą rodzinę: swoją żonę – Caroline, dwie córki – Sophie i Agnes, pomoc domową – Claudinne, która przez ponad czterdzieści lat dzieliła losy rodziny, a także inne osoby, aby poszukiwali i nawiązywali, często bardzo bliskie kontakty, z autorami których spotkali na swojej drodze, zapraszając ich do Paryża na wystawy.

Dubuffet i Bourbonnais nazywali te wszystkie prace art brut, ale pewnego razu stary przyjaciel Jean powiedziała do Alaina „musisz znaleźć inny termin.” Znaleźli wspólnie: arts hors-les-nomes (poza normą, nie posiadająca norm, niesforną) . - Jest problem! - powiedział Alain. - Ponieważ ja mam teraz prace Emile'a Ratier oraz innych, największych „tenorów” [kolekcji] Art Brut, i tam nazywają się art brut, a w Atelier Jacob – art hors-les-normes.  Dubuffet zbytnio się tym nie przejmował: - „Kiedy będziemy razem, będziemy mówić o nich art brut, ale publicznie, wśród ludzi, nazywać je będziemy art hors-les-normes”.  Tak też się stało. 


Lubię / nie lubię


Na koniec chciałbym podzielić się listą, którą otrzymałem od Fabuloserie. Listą, na której Alain Bourbonnais spisał, nieco chaotycznie, to co lubi i czego nie lubi. Jest to lista, która być może powie wam dużo więcej o nim, niż to co ja do tej pory napisałem. 


Wędkarz i jego dziadek (staw Pirot - las Troncais, była prowincja Bourbonnais)


LUBIĘ 

- Łowić srebrzyste karpie, ciekawe osobowości, ludzi o wielu talentach, pomysłowość dzieci
- Cokolwiek czynić, ołówki, ich zwykłe temperowanie
- Wyżły (fantastyczne psy)
- Dużo pracować, MIŁOŚĆ, Bruegla ojca, ludzi naprawdę sprytnych, MARZYĆ
- Przywiązanie, Darmozjada Hieronima BOSCHA, zgodną rodzinę, autentyczność we wszystkim
- Kurta WEILLA (zwłaszcza jego operę MAHAGONNY)
- Ojczulka RATIERA, Pascala VERBENĘ, Jano PESSETA i RAMUZA
- Wieś i wodę, puszczać bąki, spokój wobec życiowych niespodzianek
- Wnętrza dobrze urządzonych domów, w których wygodnie się żyje
- Jarry’ego, przyjaźń (jeśli taka istnieje)
- Robić jednocześnie wiele rzeczy, zbierać zużyte przedmioty
- Język Céline’a, Tango
- Zdarzenia, które nadchodzą we właściwym czasie
- Ludzi, zadających sobie pytania, materię jaką jest drewno
- Stwarzać sytuacje, które dają możliwość wyboru
- Działać 


NIE LUBIĘ

- Ubezpieczeń społecznych, hipokryzji
- Amuletów, tracić czasu na głupstwa
- Rozbitych rodzin, karierowiczów, ZAZDROŚCI
- Kobiet w spodniach, nieuczciwości
- Ustępstw, wybiegów, kompromisów
- Szachrajstwa
- Pewnych siebie ludzi


1978 Alain Bourbonnais
[tłumaczenie 2014 Ewa, Marek i Radek]


Materiały dzięki uprzejmości La Fabuloserie.


sobota, 25 października 2014

Fabuloserie w Polsce

Dziesięć miesięcy po naszej wizycie w Fabuloserie w Dicy (Francja), Fabouloserie przyjechała do nas w osobach: Sophie Bourbonnais, Déborah Couette i Marka Młodeckiego.

Déborah, Andrzej, Sophie, Marek i ja
Sophie wspólnie z siostra Agnès prowadzi od kilku lat la Fabuloserie – muzeum art hors-les-normes, Marek Młodecki – architekt i mąż Sophie - jest niesamowitym wsparciem (przy konserwacji obiektów, aranżacji i przebudowie wystaw) oraz osobistym tłumaczem, Déborah Couette - doktorantka historii sztuki, która przygotowuje rozprawę doktorską na temat kolekcji art brut - Aracine pod kierunkiem Emmanuel Pernoud,  prowadzi również prace w Ecole du Louvre i na Uniwersytecie Paryskim Panteon - Sorbonne, jest członkiem-założycielem CrAB-u* (Kolektywu refleksji wokół art brut) oraz wspiera merytorycznie La Fabuloserie.

Z wizytą u Genowefy Magiery.
To były dość intensywne cztery dni. Odwiedziliśmy kilku twórców art brut, m.in. Genowefę Magierę i Damiana Rebelskiego. Niesamowite rozmowy i wspólne plany. 

Spotkanie z Ryśkiem Koskiem.- - -

* Le Collectif de réflexion autour de l’art brut Crab (Kolektyw refleksji nad sztuką brut) skupia naukowców z różnych dziedzin (historii sztuki, literatury, językoznawstwa, psychoanalizy), których celem jest dzielenie się dorobkiem na temat Art Brut, badaniem różnych dziedzin w kontekście art brut. Członków Crab łączy podobna, współczesna koncepcja myślenia o art brut jako skutecznym narzędziu do badania relacji między sztuką a społeczeństwem. Grupa powstała jesienią 2010 roku. Nie ma stałej siedziby. Spotyka się w różnych miejscach przestrzeniach organizując dyskusje, spotkania badawcze, wystawy, seminaria i konferencje.

poniedziałek, 20 października 2014

Czasownik ADAM DEMBIŃSKI

Gramatycznie – wydaje mi się, że w ogóle nie jestem „rzeczownikiem”. Jestem „czasownikiem”. Przez miliardy lat nie byłem, potem zacząłem się dziać, teraz się dzieję i wkrótce przestanę się dziać… - mówił o sobie Stefan Themerson – urodzony w Płocku twórca filmów awangardowych, pisarz i filozof.

Czas to rzecz, której ostatnio najbardziej mi brakuje dlatego zaniedbuje nieco mojego bloga. Dziś nadrobię nieco zaległości.

Pierwsza wiadomość będzie smutna. W sierpniu informowałem o śmierci Karoliny Bourbonnais. W tym samym miesiącu zmarł również Adam Dembiński – twórca z Brwilna, którego grafikami zachwycają się kolekcjonerzy z Polski i Francji, a jego prace wystawiane były m.in. w Płocku (najczęściej), Poznaniu, Bydgoszczy, Krakowie, Szczecinie oraz w Brukseli, Düsseldorfie i Bratysławie.

fot. Andrzej Kwasiborski
  „Urodził się 22 marca 1943 roku w miejscowości Kolonia Literniki Stare-Platerów, woj. bialskopodlaskie. Był jedynakiem. Początkowo mieszkał z rodzicami u dziadków na wsi. W 1954 zmarł ojciec – Stefan. Matka Adama, Józefa, wyjechała do Warszawy, gdzie po raz drugi wyszła za mąż (zmarła w 1992). Adam trafił do zakładu wychowawczego Fiszor w Gromadzie Zabrodziu, prowadzonego przez siostry zakonne. W 1963 roku został skierowany do Domu Pomocy Społecznej w Brwilnie k. Płocka” [broszura 12 Adam Dembiński, edycja AK, Płock 2005].

Nigdy nie chodził do szkoły. Nie potrafił pisać ani czytać, ale podpisywał swoje prace pismem lustrzanym. Miał problemy z mową, choć był niezwykłą gadułą, pomagając sobie w rozmowie gestami. Jeśli tylko znalazł uważnego słuchacza/rozmówcę opowiadał historie z dzieciństwa - które najczęściej pojawiały się na jego pracach - o dziadku, zwierzętach domowych (konie, krowy, kaczki), sprzętach rolniczych i militariach (czołgi, armaty, pistolety). Malował też niezwykłe erotyki.

W jego twórczości urzekała charakterystyczny grupy kontur tworzony markerem oraz niezwykle ekspresyjne plamy kolorów, w tych pracach, w których kolor chciał nałożyć.

Po raz pierwszy jego prace zostały pokazane na wystawie zbiorowej zatytułowanej „Jesteśmy tacy, jacy jesteśmy...” w płockim Teatrze Dramatycznym w 1990 roku. Później był stałym bywalcem plenerów (w Zakrzewie) i wystaw OTO JA, odbywającego się corocznie w DPS Zakrzewo.

Adam Dembiński zmarł 1 sierpnia 2014 po południu w Domu Pomocy Społecznej w Brwilnie. Miał 71 lat. Został pochowany na brwileńskim cmentarzu, obok swojego kolegi Antoniego Ziółkowskiego.


  Dom Pomocy Społecznej w Brwilnie, Antoniówka - dawna, letnia siedziba
bp A.J. Nowowiejskiego, po II wojnie światowej była siedzibą placówki,
od kilku lat (po wybudowaniu nowego budynku) stoi pusta.
[fot. RŁ]





sobota, 16 sierpnia 2014

Caroline Bourbonnais nie żyje

26 sierpnia świętowałaby  25-lecie otwarcia le Manège de Petit Pierre (Karuzeli Piotrusia) w la Fabuloserie w Dicy (Francja).  Caroline Bournonnais (1924-2014) zmarła w ubiegłą niedzielę. Uroczystość pożegnania odbyła się w czwartek w Dicy – w miejscu, w którym przed trzydziestu laty otwierali wspólnie z mężem Alainem Bourbonnais muzeum – azyl dla sztuki poza normą.
Caroline Bourbonnais, 18 stycznia 2014, Dicy

Do tekstu o Alainie Bourbonnais (1925 – 1988) – francuskim architekcie i jednym z dwóch najważniejszych dla mnie kolekcjonerów sztuki brut / hors-les-normes – zabierałem się od pół roku. Zrobię to na pewno, ale dziś napiszę o Caroline – jego żonie, partnerce i wiernej towarzyszce życia, z którą przez lata tworzył dzieło swojego życia – La Fabuloserie.

Otworzyli ją w 1983 roku, na terenie nieruchomości, którą w latach 60. XX wieku Alain nabył w Dicy (region Yonne). Można tam podziwiać prace Alaina Bourbonnais les Turbulents (Niesfornych) - wielkie groteskowe postacie oraz kolekcję ponad 1200 prac 120 twórców hors-les-normes i brut, m.in.:  „automaboules” François Monchâtre’a, „bourrages” Francis’a Marchall’a, lalki Miguela Amate, Michel’a Nedjar’a i Rinaldo Eckenberger’a a także mistyczna Kuchnia Giovanniego Podesta i karuzela Piotrusia.

Pierre Avezard, bo tak brzmiało prawdziwe imię i nazwisko Piotrusia, przez 40 lat, w wolnych od pracy chwilach, zbierał wszystko czego ludzie chcieli się pozbyć: puszki, kawałki metalu, drewna , opony i przerabiał je w niezwykłą machinę – karuzelę zasilaną przez mały silnik elektryczny. System pasów i przekładni uruchamiał „scenki rodzajowe” w różnych miejscach karuzeli. Bohaterem tych przedstawień był często sam Petit Pierre. Jego metalowa figurka występuje m.in. w scenie balu na wsi, gdzie tańczy ze swoją ulubioną krową. Pod koniec lat 60. XX wieku „Karuzela Piotrusia” stała się lokalną atrakcją, odwiedzaną w każdą wiosenną i letnią niedzielę przez całe rodziny  z wioski i okolic. Przyjeżdżali również goście z Paryża i innych miast Francji, a także z Holandii i Anglii. Zdarzało się, że pod płotem stało 60, 70 samochodów, a przed wejściem czekały setki chętnych do zwiedzenia.

Jednak samorodny konstruktor był coraz starszy i słabszy. Przeprowadził się do domu opieki, a jego dzieło popadało w ruinę. Alain Bourbonnais zdecydował, że jedynym ratunkiem dla tego niezwykłego dzieła jest la Fabuloserie. Po uzyskaniu zgody od rodziny zorganizował ekipę do rozbiórki. Wszystko sfilmował (aby wiedzieć jak złożyć), zapakował do skrzynek i przywiózł do Dicy. Było lato 1987 roku. Niestety zmarł kilka miesięcy później i nie doczekał się rekonstrukcji Karuzeli.

Mimo śmierci męża, Caroline (od początku zaangażowana w budowanie kolekcji i prowadzenie muzeum) zabrała się do pracy z niezwykłą energią. Mimo braku środków finansowych udało jej się zorganizować ekipę wolontariuszy, m.in. kierowcę, którego pasją była mechanika oraz młodego artystę, który zaangażował swój talent w zrekonstruowanie architektonicznych elementów i ruchomych figurek.

26 sierpnia 1989 dzięki determinacji Caroline Bourbonnais Karuzela została otwarta dla zwiedzających.  Zawsze walczyła o dobre imię i pamięć o swoim mężu, dbała i,  wspierana przez rodzinę, prowadziła muzeum przez kolejnych 20 lat. Od 2011 roku muzeum zarządzają jej córki Sophie i Agnes.

Miałem to szczęście, że poznałem Caroline Bourbonnais. Co prawda nasze spotkanie trwało zaledwie jedno popołudnie, ale nigdy go nie zapomnę. 18 stycznia 2014, wspólnie z przyjaciółmi Iwoną, Andrzejem i Zbyszkiem,  byliśmy w Auxerre, do którego Caroline przyjechała z córką Sophie i jej mężem Markiem, aby… spotkać się z nami. Przyjechali do nas, choć tak naprawdę nie wiele o nas wiedzieli, nie byliśmy oficjalną delegacją. Przyjechali poznać wariatów, których marzeniem było zobaczenie La Fabuloserie. Zabrali nas do Dicy i przyjęli jak starych znajomych. Pokazali nam absolutnie wszystko, ciesząc się z naszych szerokich oczu i otwartych ust. Caroline z wielkim zaangażowanie i ogromną przyjemnością oprowadzała nas po parku. Pokazywała mechanizmy karuzeli, cierpliwie tłumaczy i korygowała nasze informacje. Była duszą towarzystwa.



Caroline Bourbonnais, Eugenie Jan i ja

Marek, Andrzej, Iwona (stoi), Sophie i Caroline

pierwsza rozmowa z Caroline, jeszcze w Auxerre