niedziela, 24 czerwca 2018

Ogród sztuki - „Safarii” Františki Blechovej, czyli czescy Habitants-Paysagistes (część 2)

„Normalni” ludzie uprawiają w ogrodzie warzywa, kwiaty, drzewa owoce. Františka Blechova (1911-2001) uprawiała sztukę, tworząc przez kilkadziesiąt lat betonowe rzeźby. Potem malowała je intensywnymi kolorami. Tak powstało biskupickie Safarii – twórczość Habitants-Paysagistes w najczystszej postaci.



Biskupice to mała, licząca 300 mieszkańców, wioska w powiecie Třebíč na czeskiej Wysoczyźnie.  Na jej końcu jest mały, kolorowy domek, w którym kiedyś mieszkała Františka Blechova. Na jego dachu siedzi wielki biały kot w cętki. Ogród przed domem „zamieszkuje” kilkadziesiąt kolorowych figur.  Wszystkie zwrócone w stronę drogi. Jakby czekały na gości. Muzykanci gotowi do gry, gnomy, książęta i księżniczki – do zabawy. Są też zwierzęta: zebry, żyrafy, słonie, lwy, żółwie i żaby. Wszystkie oswojone przez Františzkę Blechovą, która swoje Safari zaczęła tworzyć w l. 70 XX wieku.

Nie była wykształconą osobą. Większość życia spędziła na polu, w pobliskiej spółdzielni rolnej. W 1940 roku wspólnie z mężem wzniosła mały domek, wokół którego posadzili owocowe drzewa i klomby. Początkowo twórcza energia i talent pani Franciszki objawił się na okiennych ramach i framugach drzwi, które wymalowała na kolorowo. 


W tym samym, barwnym stylu realizowała swoje rzeźby. Jej mąż był murarzem, więc praca w betonie nie była jej obca. Szare betonowe figury szybko zyskały kolorowe ubrania, plamy i łaty. Franciszka Blechova, podobnie jak Listonosz Cheval, stworzyła swój nagrobek na cmentarzu Biskupicach.



Po śmierci Pani Blechovej „Safari” opiekowała się jedna z córek. Jednak utrzymanie takiej posesji wymaga sporo pracy, energii, a przede wszystkim czasu. Trzeba przyznać, że to co jest największym walorem takich miejsc, jest również ich największą wadą. Stanowią część niepowtarzalnego krajobrazu, zachwycające połączenie przyrody, architektury i energii twórczej jego mieszkańców. Kiedy ich zabraknie zwykle popadają w ruinę i giną. Tylko niewielka część ma szansę przetrwać w zbiorach kolekcjonerów, ale tam są już tylko obiektami a nie element artsystemu. Chętnych na kupno rzeźb nie było. Córka Pani Blechovej zdecydowała się sprzedać dom razem rzeźbami. Liczyła, że nowy właściciel zachowa dorobek życia jej matki.


 


W 2011 roku Znoyemsky Tydzen pisał, cytując sołtysa Biskupic Radka Maštalířa: „Dom z ogrodem jest na sprzedaż, mamy powody sądzić, że nowy właściciel będzie chciał usunąć statuetki. Jedynym sposobem, prawdopodobnie będzie oferować potencjalnym właścicielom rzeźb przeniesienie ich do ogrodu dawnej szkoły, który jest własnością gminy.” 


W 2013 roku pojawił się odpowiedni kupiec. Jan Bierhanzel, który obiecał odrestaurować rzeźby i wyremontować dom. Słowa dotrzymał. Po 3 latach od zakupu, 14 maja 2016 roku żywe muzeum Franciszki Blechovej zostało oficjalnie i uroczyście otwarte.
 


Kiedy tam dojechaliśmy słońce stało w zenicie, a powietrze w miejscu. Był lipiec 2017 roku. Temperatura dawno przekroczyło 30 stopni. Dlatego opuszczenie klimatyzowanego wnętrza auta spotkało się z dużym oporem dzieci. Jednak kiedy dotarliśmy na miejsce pomyślałem: „Prawdziwe Safarii”. Przed domem spotkaliśmy siostrę pana Bierhanzela, która powiedziała nam, że w odnawianie rzeźb i doprowadzanie do porządku całego ogrodu zaangażowali się również mieszkańcy wioski. Prace konserwatorskie prowadził w latach 2014-2015 Aleš Novák z Akademia Sztuki, Architektury i Design’u w Pradze. Biskupickie „Safari” żyje, ale pracy nadal jest sporo. Niedawno odnowiono ogrodzenie. Zgodnie z namysłem Pani Blechovej remontowane i malowane są pomieszczenia w domu.
 


Na stronie facebookowej „Safari” zamieszono ostatnio ogłoszenie. Nowi właściciele będą odnawiać kolejne rzeźby Blechovej. Każdy kto chce pomóc jest mile widziany.  

(rł)
fot. Jeremiasz Łabarzewski, Radosław Łabarzewski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz